piątek, 5 lutego 2016
Chusteczka wygrała egzamin :D
Jak to jest dostać 5 z egzaminu, co do którego miało się poważne wątpliwości, czy w ogóle uda się zebrać odpowiednią ilość punktów wymaganą do samego zdania? Hmm... To doprawdy zacnie przedziwne uczucie :D Tym razem to naprawdę był trudny przedmiot, którego ja sama do końca nadal nie pojmuję. Tak, jak nie pojmuję jeszcze mojej niespodziewanej piąteczki. Ze względu na dalszą część posta nie mogę zdradzić wprawdzie, co to był za przedmiot, ale zapewniam Was, że siedziałam nad nim do 3 w noc przed egzaminem i żałowałam, że nie zabrałam się do tego wcześniej. Raz miałam wrażenie, że już wiem, o co w nim chodzi, a potem jednak dochodziłam do wniosku, że nie. Naukę skończyłam w momencie chwilowej pewności siebie. Gdy jednak dnia kolejnego dostałam arkusz egzaminacyjny, znów zwątpiłam i to na poważnie, bo to wyglądało prawie tak, jakbym uczyła się czegoś innego... Dodam, że tym razem nie mogłam sobie pozwolić na takie zwątpienie, bo tym razem wraz z moim egzaminem ważyły się losy egzaminu co najmniej połowy sali. Naprawdę, kilkanaście osób nie poszło na wcześniejszy termin tylko dlatego, że ja nie poszłam! To się dopiero nazywa autorytet :P A teraz wszyscy oni polegali na tym, co napiszę ja... W pewnym momencie już nawet zapomniałam nazwy, spośród których mogłam w ogóle wybierać odpowiedzi, więc tam, gdzie nie miałam pojęcia, co dać - wpisywałam pierwszą nazwę z listy, która mi się akurat przypomniała xD I tak dostałam 5. Koniecznie muszę zobaczyć ten egzamin, gdy pójdę po wpis! Gdy magiczna chusteczka (tylko taką formę, spośród kilku innych, byłam w stanie zaakceptować, ja, zupełnie nieobeznana w nowoczesnych technikach ściągania) poszła w obieg, nawet nie starałam się śledzić jej trasy. I z jednej strony fajnie by było wiedzieć, kto bezpośrednio zawdzięcza mi nie tylko zdanie, ale i bardzo dobry wynik, lecz z drugiej - jakie to ma znaczenie? Ja zdałam, odnosząc niespodziewany sukces i nie ma specjalnego znaczenia, kto jeszcze na tym skorzystał. Skorzystałeś - good for you! Każdy sposób jest dobry, jeśli zapewnia osiągnięcie zamierzonego celu!
piątek, 29 stycznia 2016
Sukcesy ostatnich dni
Pomimo tego, że praktycznie od grudnia czuję się naprawdę źle - z małymi przerwami na te lepsze dni - ostatnio odniosłam kilka drobnych, acz istotnych dla mnie sukcesów. Każdy sukces, nawet ten najmniejszy, ma znaczenie, ale do tych najważniejszych zaliczyć można trzy.
Pierwszym była udana reanimacja Tinka III, który zeszłej środy niespodziewanie postanowił odejść. Szczęście w nieszczęściu, że w porę zauważyłam jego stan (za dnia chomiki śpią zakamuflowane w domkach, więc ciężko wtedy dostrzec, że coś jest nie tak), a co ważniejsze - już wcześniej spotkałam się z taką sytuacją w przypadku Silvera i Perełki, dwojga jego rodzeństwa, zatem szybko podałam mu dużą ilość cukru rozpuszczonego w wodzie. Strzykawkę miałam niewykorzystaną z poprzedniego razu. Potem zaś długo ogrzewałam go zawiniętego w mój sweter, aż przestał drżeć z zimna. Gdy zaczął się przytomniej ruszać, napoiłam go czystą wodą i nakarmiłam obficie, gdyż wcześniej pomimo wyraźnego odwodnienia i wygłodzenia nie chciał niczego przyjąć. Po niepewnej nocy w kolejnych dniach Tinek powoli wrócił do zdrowia :)
To już trzeci taki przypadek i zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakiś defekt genetyczny, że rodzeństwo w różnym czasie nagle dostaje takiego jakby "niedocukrzenia"...
Drugim sukcesem jest moje najnowsze tłumaczenie, które zostało mocno pochwalone przez wyjątkowo czepliwego wykładowcę, który sam jest chyba tłumaczem. Pochwała z jego strony to jest dopiero coś, do kompletu z piąteczką z zaliczenia ^^ Czy mi się wydaje, czy tylko mnie się to udało? :D
Trzeci sukces to dzisiejsza adopcja Cynamona, który wreszcie pojechał do nowego domu we Wrocławiu. Ostatnim razem tak oto uczyliśmy się wspólnie do pierwszego egzaminu w sesji :)
Pierwszym była udana reanimacja Tinka III, który zeszłej środy niespodziewanie postanowił odejść. Szczęście w nieszczęściu, że w porę zauważyłam jego stan (za dnia chomiki śpią zakamuflowane w domkach, więc ciężko wtedy dostrzec, że coś jest nie tak), a co ważniejsze - już wcześniej spotkałam się z taką sytuacją w przypadku Silvera i Perełki, dwojga jego rodzeństwa, zatem szybko podałam mu dużą ilość cukru rozpuszczonego w wodzie. Strzykawkę miałam niewykorzystaną z poprzedniego razu. Potem zaś długo ogrzewałam go zawiniętego w mój sweter, aż przestał drżeć z zimna. Gdy zaczął się przytomniej ruszać, napoiłam go czystą wodą i nakarmiłam obficie, gdyż wcześniej pomimo wyraźnego odwodnienia i wygłodzenia nie chciał niczego przyjąć. Po niepewnej nocy w kolejnych dniach Tinek powoli wrócił do zdrowia :)
To już trzeci taki przypadek i zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest jakiś defekt genetyczny, że rodzeństwo w różnym czasie nagle dostaje takiego jakby "niedocukrzenia"...
Drugim sukcesem jest moje najnowsze tłumaczenie, które zostało mocno pochwalone przez wyjątkowo czepliwego wykładowcę, który sam jest chyba tłumaczem. Pochwała z jego strony to jest dopiero coś, do kompletu z piąteczką z zaliczenia ^^ Czy mi się wydaje, czy tylko mnie się to udało? :D
Trzeci sukces to dzisiejsza adopcja Cynamona, który wreszcie pojechał do nowego domu we Wrocławiu. Ostatnim razem tak oto uczyliśmy się wspólnie do pierwszego egzaminu w sesji :)
piątek, 1 stycznia 2016
Przeczytane w 2015
Na dobry początek roku (który de facto zaczął się najgorzej, jak dotąd pamiętam, od poważnej rodzinnej kłótni zaprawionej suto alkoholem, który wywołał w pewnych osobach 100% szczerości przy jednoczesnym braku zachamowań i 0% przyzwoitości; jako bierny obserwator wcale nie ucierpiałam mniej)
2. V. Roth "Wierna"
3. G.R.R. Martin "Gra o tron"
4. H. Black "Waleczna - wielkomiejska baśń"
5. L. GW Persson "Nos Pinokia"
6. V. Roth "Cztery"
7. G. R.R. Martin "Starcie królów"
8. G.R.R. Martin "Nawałnica mieczy: stal i śnieg"
9. P. Corneille "Cynna, czyli łaskawość Augusta"
10. G.R.R. Martin "Nawałnica mieczy: krew i złoto"
11. A. Pilipiuk "Zaginiona"
12. M. Zusak "Posłaniec"
13. J. Rollins "Linia krwi"
14. C.R. Zafon "Pałac północy"
15. T. Valko "Okruchy raju"
16. J. Rollins "Podziemny labirynt"
17. C.W. Gortner "Wyznania Katarzyny Medycejskiej"
18. C.R. Zafon "Światła września"
19. S. Berry "Królewski spisek"
20. N. Gaiman "Nigdziebądź"
21. D. Sokołowski "Kwiat paproci"
22. S. Berry "Mit Lincolna"
23. G. Brown "Czarny deszcz"
24. Z. Marriott "Królestwo łabędzi"
25. W. Cejrowski "Kołtun się jeży"
26. S. Berry "Dziedzictwo templariuszy"
Początkowo planowałam wyróżnić pogrubieniem tytuły, które w jakiś sposób mnie zachwyciły, oczarowały, wciągnęły bez pamięci bądź też po prostu świetnie mi się czytało, czy to z powodu fantastycznej historii, pomysłu autora, jego kunsztu literackiego czy po prostu stylu. Ale po przepisaniu powyższej listy okazało się, że prawie cała lista musiałaby zostać wyróżniona, zatem może lepiej skreślę tytuły, które kompletnie mnie rozczarowały. Nie oznacza to oczywiście, że po te książki nie warto sięgać, nie! Na każdą książkę przychodzi odpowiednia pora, zatem za te skreślone najwyraźniej zabrałam się w zupełnie nieodpowiednim czasie.
A może Wy czytaliście którąś z wymienionych książek i chcielibyście podzielić się swoim zdaniem na jej temat? :)
Od nowego roku chciałabym dzielić się z Wami wrażeniami z każdej kolejnej przeczytanej książki, choćby w kilku zdaniach, krótko i na temat, jednak czas pokaże, czy uda mi się robić to konsekwentnie ;)
lista książek przeczytanych w 2015 roku:
1. V. Roth "Zbuntowana"2. V. Roth "Wierna"
3. G.R.R. Martin "Gra o tron"
4. H. Black "Waleczna - wielkomiejska baśń"
5. L. GW Persson "Nos Pinokia"
6. V. Roth "Cztery"
7. G. R.R. Martin "Starcie królów"
8. G.R.R. Martin "Nawałnica mieczy: stal i śnieg"
9. P. Corneille "Cynna, czyli łaskawość Augusta"
10. G.R.R. Martin "Nawałnica mieczy: krew i złoto"
11. A. Pilipiuk "Zaginiona"
12. M. Zusak "Posłaniec"
13. J. Rollins "Linia krwi"
14. C.R. Zafon "Pałac północy"
15. T. Valko "Okruchy raju"
16. J. Rollins "Podziemny labirynt"
17. C.W. Gortner "Wyznania Katarzyny Medycejskiej"
18. C.R. Zafon "Światła września"
19. S. Berry "Królewski spisek"
22. S. Berry "Mit Lincolna"
23. G. Brown "Czarny deszcz"
25. W. Cejrowski "Kołtun się jeży"
26. S. Berry "Dziedzictwo templariuszy"
Początkowo planowałam wyróżnić pogrubieniem tytuły, które w jakiś sposób mnie zachwyciły, oczarowały, wciągnęły bez pamięci bądź też po prostu świetnie mi się czytało, czy to z powodu fantastycznej historii, pomysłu autora, jego kunsztu literackiego czy po prostu stylu. Ale po przepisaniu powyższej listy okazało się, że prawie cała lista musiałaby zostać wyróżniona, zatem może lepiej skreślę tytuły, które kompletnie mnie rozczarowały. Nie oznacza to oczywiście, że po te książki nie warto sięgać, nie! Na każdą książkę przychodzi odpowiednia pora, zatem za te skreślone najwyraźniej zabrałam się w zupełnie nieodpowiednim czasie.
A może Wy czytaliście którąś z wymienionych książek i chcielibyście podzielić się swoim zdaniem na jej temat? :)
Od nowego roku chciałabym dzielić się z Wami wrażeniami z każdej kolejnej przeczytanej książki, choćby w kilku zdaniach, krótko i na temat, jednak czas pokaże, czy uda mi się robić to konsekwentnie ;)
niedziela, 27 grudnia 2015
Na każdy plus znajdą się dwa minusy
Ostatnio postanowiłam na poważnie podejść do zbierania funduszy na moją operację korekcyjną wzroku w bliżej nieokreślonej przyszłości i pierwszym krokiem było poświęcenie mojego najpiękniejszego złotego pierścionka z rubinami, który udało mi się w końcu sprzedać. I chociaż go prawie nie nosiłam, bo na dłoni wydawał się zbyt drobny w stosunku do moich oczekiwań, co też sobie uparcie wmawiałam, ażeby przełamać się i go sprzedać (leżąc ukryty w pudełku miał zerową przydatność), to z drugiej strony w głębi siebie czuję, że był to jednocześnie najładniejszy pierścionek, jaki widziałam. Zupełnie nieprzydatny mi, ale też kunsztem swoich zdobień skutecznie poruszający we mnie strunę wrażliwości na piękno, ilekroć nań patrzałam. Dobrze, że zostało mi chociaż zdjęcie :P i 1/11 część potrzebnej na zabieg kwoty w najbardziej optymistycznej cenowo perspektywie. 4 tysiące to naprawdę bardzo, bardzo duża doza optymizmu w tej kwestii.
Razem z tym, co ostatnio zarobiłam jako hostessa to już "aż" 1/8 całości.
A teraz dwa wspomniane minusy.
Taki zabieg może równie dobrze kosztować 4 tysiące, ale za JEDNO oko, czyli w sumie - bagatela! - 8 tysięcy... :O
Z ciekawości poczytałam jeszcze inne strony z informacjami na ten temat i w przeciwwskazaniach znalazłam m.in. choroby tarczycy, np. niedoczynność. Hmm, co za "niezwykły" zbieg okoliczności! - JA właśnie mam od jakiegoś czasu niedoczynność tarczycy :/ A dotychczas żyłam w przekonaniu, że wystarczy ustabilizowanie wady wzroku przez co najmniej pół roku...
Przeciwwskazania do zabiegu nie są ostateczne i jeszcze o niczym nie przesądzają, jednak ta informacja chwilowo nieco przygasiła mój hurraoptymizm. Dlaczego zawsze, gdy wydaje się nam, że już zaczyna się układać po naszej myśli, zawsze pojawiają się kolejne przeszkody?
Razem z tym, co ostatnio zarobiłam jako hostessa to już "aż" 1/8 całości.
A teraz dwa wspomniane minusy.
Taki zabieg może równie dobrze kosztować 4 tysiące, ale za JEDNO oko, czyli w sumie - bagatela! - 8 tysięcy... :O
Z ciekawości poczytałam jeszcze inne strony z informacjami na ten temat i w przeciwwskazaniach znalazłam m.in. choroby tarczycy, np. niedoczynność. Hmm, co za "niezwykły" zbieg okoliczności! - JA właśnie mam od jakiegoś czasu niedoczynność tarczycy :/ A dotychczas żyłam w przekonaniu, że wystarczy ustabilizowanie wady wzroku przez co najmniej pół roku...
Przeciwwskazania do zabiegu nie są ostateczne i jeszcze o niczym nie przesądzają, jednak ta informacja chwilowo nieco przygasiła mój hurraoptymizm. Dlaczego zawsze, gdy wydaje się nam, że już zaczyna się układać po naszej myśli, zawsze pojawiają się kolejne przeszkody?
niedziela, 13 grudnia 2015
Hostessa - czyli moje II podejście i jego nieoczekiwane skutki
Moje pierwsza akcja w roli hostessy (stanie przy degustacji) miała miejsce w czerwcu tego roku i chociaż wtedy porwałam się na całe 10h, poza skrajną nudą na pograniczu szaleństwa i zmęczeniem obyło się bez jakiś sensacyjnych skutków. Wczoraj natomiast po raz drugi pracowałam jako hostessa (spacerowanie po galerii handlowej połączone ze sprzedażą) i chociaż moja zmiana trwała zaledwie 5h, już po 3,5 godzinie zaczęłam się źle czuć. W czwartej musiałam już co jakiś czas przysiąść, żeby nie zasłabnąć, a pod koniec liczyłam minuty do końca zmiany. Tego się naprawdę nie spodziewałam, ponieważ dotychczas do zasłabnięcia doprowadzało mnie jedynie zbyt długie stanie w miejscu, przy chodzeniu ten problem się nie pojawiał... :( Poza tym, że to zawsze zaczyna się od kręgosłupa (skutek niegdysiejszej komplikacji przy zabiegu), nie wiem, dlaczego tak się dzieje, więc chyba czas udać się z tym wreszcie do lekarza.
W chwili obecnej to dyskwalifikuje mnie z większości prac dorywczych, których mogłabym się podjąć i których chciałabym się podjąć, ponieważ postanowiłam w końcu zacząć poważnie zbierać fundusze na laserową korekcję wzroku. Mam świadomość, że nie będzie to łatwy cel do osiągnięcia, ponieważ koszt takiego zabiegu to minimum 4 tysiące złotych, majątek! :( A jednocześnie naprawdę bardzo chciałabym kiedyś obudzić się i widzieć świat dookoła takim, jakim rzeczywiście jest, ze wszystkimi detalami, niezależnie od pory dnia czy nocy, bez potrzeby zakładania soczewek kontaktowych.
Niegdyś, gdy nosiłam okulary, to właśnie soczewki były szczytem moich marzeń. I nadal uważam, że soczewki są super i naprawdę ułatwiają życie. Ale skoro jest możliwość, aby widziała dobrze bez nich, chciałabym skorzystać z tej możliwości. To jeszcze bardziej ułatwiłoby mi życie, bo czasami jest tak, że potrzebuję widzieć dobrze od razu po przebudzeniu, bo nie ma czasu na zakładanie soczewek.
Moim pierwszym krokiem do sukcesu jest gotowość do podjęcia pracy dodatkowej potwierdzona konkretnym działaniem, bo choć takie prace są raczej kiepsko płatne, to zawsze jest to kilkanaście złotych mniej do zebrania. Pracy dla hostessy jest zawsze pod dostatkiem, dlatego właśnie tym postanowiłam się zająć - a teraz okazuje się, że to nie praca na moje zdrowie...
Innym zupełnie niespodziewanym skutkiem wczorajszej pracy jest to, że dziś ledwo mogę chodzić - i to bez przenośni. Wiadomo, że po tylu godzinach chodzenia bolą nogi, ale mnie tak nadwyrężyły się mięśnie łydek i ścięgna poniżej, że każdy krok do przodu powoduje silny ból, zbyt silny, aby przejść nad nim do porządku dziennego i udawać, że wszystko jest ok.
I jak ja mam zarobić, skoro nie mogę wykonywać nawet tak prostej pracy? :(
czwartek, 19 listopada 2015
Wczorajsze osiągnięcia
Wczoraj odbyłam najdłuższą podróż autobusową, najdłuższą w sensie odległości - bo aż do Tarnowskich Gór! To tam udało mi się bowiem znaleźć odpowiedni dom tymczasowy dla chomika, który u mnie był tylko jedną noc ze względu na brak wolnej klatki. Akcja była o tyle pilna, że biedakowi groziło sprzedanie na karmę dla węża, gdyby w porę nie znalazł się dom. Choć myślę, że gdyby rzeczywiście miało już do tego dojść, wzięłabym go do siebie na dłużej, choćby miał mieszkać w maleńkim tymczasowym akwarium, nie bacząc na minimalne wymagania mieszkaniowe chomika. Z dwojga złego - malutkie mieszkanko lub śmierć - małe tymczasowe lokum wydaje się być tą lepszą alternatywą... Na szczęście już nic mu nie grozi, ponieważ osobiście go odwiozłam na DT. I zwiedziłam trochę nowych terenów :P Dobrze, że to był autobus pospieszny, tak że w sumie cała podróż w jedną stronę zabrała mi "zaledwie" półtorej godziny.
Dzisiaj z tego samego powodu przyjechała do mnie jego koleżanka, również za "stara", by ktoś zainteresował się jej normalnym zakupem - choć tak naprawdę ma dopiero pół roku. Ona na razie zamieszkała w tym akwarium, ponieważ lepsze to niż gdyby pewnego dnia miała zostać zjedzona. U mnie zaczeka bezpiecznie na kogoś, kto zdecyduje się ją adoptować. Ona i prawdopodobnie jej brat czekają zatem na adopcję :)
Do wczorajszych osiągnięć zaliczam również założenie swojego własnego konta bankowego. Już od dawna się nad tym zastanawiałam, ale nigdy nie byłam dość zdecydowana, by podjąć konkretną decyzję. Teraz zaś mam wreszcie pełną kontrolę nad tym, co do mnie należy, a o czego wypłacenie zawsze musiałam się wielokrotnie upominać. Koniec z proszeniem się o własną kasę, przynajmniej tą na koncie. Na zwrot tej pożyczonej jeszcze z pewnością długo poczekam, jeśli w ogóle kiedykolwiek doczekam się tego cudu...
Dzisiaj z tego samego powodu przyjechała do mnie jego koleżanka, również za "stara", by ktoś zainteresował się jej normalnym zakupem - choć tak naprawdę ma dopiero pół roku. Ona na razie zamieszkała w tym akwarium, ponieważ lepsze to niż gdyby pewnego dnia miała zostać zjedzona. U mnie zaczeka bezpiecznie na kogoś, kto zdecyduje się ją adoptować. Ona i prawdopodobnie jej brat czekają zatem na adopcję :)
Do wczorajszych osiągnięć zaliczam również założenie swojego własnego konta bankowego. Już od dawna się nad tym zastanawiałam, ale nigdy nie byłam dość zdecydowana, by podjąć konkretną decyzję. Teraz zaś mam wreszcie pełną kontrolę nad tym, co do mnie należy, a o czego wypłacenie zawsze musiałam się wielokrotnie upominać. Koniec z proszeniem się o własną kasę, przynajmniej tą na koncie. Na zwrot tej pożyczonej jeszcze z pewnością długo poczekam, jeśli w ogóle kiedykolwiek doczekam się tego cudu...
sobota, 14 listopada 2015
Co z tą Europą?
Dawno mnie tu nie było, ponieważ wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tego nowego bloga i uznać go za coś naprawdę swojego, ale postanawiam poprawę (na ile skuteczną - zobaczymy!) i w związku z tym postaram się pisać częściej. Dziś coś dotyczącego bieżących wydarzeń.
Wszyscy mówią o zamachach
terrorystycznych, które tej nocy miały miejsce w całym Paryżu. A terroryści
zapowiadają kolejne. Ostatnio często coś się tam dzieje, jak gdyby islamiści
wzięli sobie za cel zniszczenie Francji. Rząd wpuścił do siebie tych wszystkich
muzułmanów i teraz widać tego skutki. Zawsze byłam tolerancyjna i nadal staram
się być, ale to, co się tam wyrabia, dawno przekroczyło pewną granicę. Tej nocy
terroryści nie patrzeli już nawet, czy mieli na celowniku swoich czy „niewiernych”
– po prostu strzelali do wszystkich jak leci! A najgorsze jest to, że to samo
czeka inne państwa europejskie, jeśli w dalszym ciągu będą takie otwarte na
tych rzekomych uchodźców, którzy tak naprawdę są w większości imigrantami
ekonomicznymi, którzy ze względu na pochodzenie są na najlepszej drodze, by
podbić Europę w imię islamskich bzdur, które im się brutalnie wpaja od
najmłodszych lat. Jak można wierzyć, że po samobójczej śmierci każdy z tych terrorystów
dostanie tysiąc dziewic? To jeszcze większy idiotyzm niż te
głoszone przez katolickich fanatyków…
Wszyscy wiedzą, do
czego to wszystko doprowadzi. Ludzie widzą, co się dzieje. Politycy z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu wydają się ślepi
i głusi na głosy rozsądku, cały czas starając się podtrzymać absurdalną, sztuczną wizję "Europy tolerancyjnej zawsze i wszędzie". Z Internetu zaś sukcesywnie usuwa się dowody tego, co
się dzieje na świecie, żeby nie wybuchła panika. I nikt nic nie robi, żeby
czemukolwiek zapobiec. Nie wierzę, że nie ma kogoś, kto potrafiłby skutecznie rozwiązać narastający problem. Nie wiem, w jaki sposób, ale wystarczy mi, żeby powstrzymał to, co się dzieje.
Zanim będę gotowa, żeby w przyszłości zamieszkać we Francji, ta wcześniej przestanie istnieć, albo stanie się ostoją islamu, co w
sumie wychodzi na to samo, bo dla mnie "niewiernej" nie będzie tam miejsca…! Z pierwszej ręki wiem, że w Ameryce powoli
robi się to samo, co u nas, muzułmanie tłumnie zalewają kontynent, by któregoś
dnia przejąć kontrolę swoją miażdżącą przewagą liczebną. I jak na razie jedynym miejscem odpornym na islam (wiem, wiem, nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale źródłem problemu jest właśnie ich oderwana od realiów XXI wieku wiara), z właściwą polityką w stosunku do nowych osadników, wydaje
się odległa Australia. Cholera, czy naprawdę tak wygląda przyszłość tych,
którzy zdołają przetrwać i w porę uciec? Odległa, oddalona od wszystkiego co znamy o tysiące kilometrów Australia?
No tak, od wszystkiego, co znamy, ale zapomniałam, że to, co znamy, może już wtedy nie istnieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

